Lubię kino przygodowe.. nawet nowy Indiana Jones mi się podobał. Dlatego z chęcią zabrałem się za oglądanie Indiany Jonesa w kobiecej wersji, a dodatkowo wyprodukowanej przez francuzów. Reżyserem tej produkcji był Luc Besson - myślałem:szykuje się świetne kino, a tu wielkie rozczarowanie. Niby jest fajny pomysł, śmieszne teksty i całkiem przyjemna obsada.. ale brakło czegoś. Film nudzi. Jest za dużo wątków. Początki XX wieku plus pterodaktyle i faraoni.. nie brzmi zachęcająco. I na ekranie też się nie sprawdza. Wszystko się ledwo kupy trzyma.. a szkoda, bo był potencjał. Film ma też plusy.. zdjęcia - kto nie lubi Paryża z początków ubiegłego stulecia? Ujęcia przypominają mi film Vidocq, narracja zresztą też - to kolejny plus. Sama postać Adeli Blanc-Sec (w tej roli
Louise Bourgoin
nadaje się na materiał na kolejną część.. ale niech będzie to lepszy scenariusz.