|
Wpisany przez Szymon Szostok
|
Hurra... mamy papieża - tylko, co z nim ? Dlaczego się waha ? Nie wie, że tak nie można trzymać ludzi w niepewności?
Gdzie on ucieka i dlaczego się nie cieszy ? Habemus Papam - mamy papieża (2011, reż. Nanni Moretti) nie jest antykościelny, nie jest nawet antyklerykalny. Fakt, że kardynałowie są pokazani trochę jak dzieci, ale kto z nas nie jest dzieckiem ? Ten zabieg dodał im tylko ludzkiego charakteru. Nie jest to też komedia, chociaż w niektórych materiałach promocyjnych takie info się pojawiło. Jest to przede wszystkim film o presji i odpowiedzialności. W pewnych momentach Habemus przypominał mi Czarnego Łabędzia i Blask, które skończyły się tragicznie. Tu zakończenie, z ludzkiego punktu widzenia, nie jest, aż tak dramatyczne. Formuła zakończenia ukazuje, że akt ucieczki, abdykacji, jest wyrazem głębokiej odpowiedzialności oraz, w obliczu oczekiwań, odwagi. Człowiek przetrwał, ale czy przetrwa Kościół? Czy zawsze mamy robić to, czego się od nas oczekuje ?
Niektórzy uważają, że pierwowzorem filmowego papieża był Jan Paweł II. Faktycznie odwołań jest sporo, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie ? Wg mnie nie ma i nie czuję potrzeby, by w to wnikać. Ocena ? Siedem.

Jeden punkt dostaje rewelacyjny Jerzy Stuhr. Nieźle też wypadł w roli papieża Michel Piccoli.
|
Komentarze
Kocham Cię
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.